...kiedy był ten mój początek... kiedy nastąpiło przekroczenie przeze mnie tej cienkiej granicy między okazjonalnym piciem alkoholu a piciem codziennym???
Teraz powinnam zacząć się tłumaczyć, że w moim życiu pojawiły się problemy, mnóstwo problemów, z którymi nie mogłam sobie poradzić. Każdy kolejny fatalny dzień chciałam zakończyć miłym akcentem, malutkim drinkiem, poprawiającym humor i samopoczucie. Bo przecież życie jest takie skomplikowane, a ja to chyba zawsze mam pod górkę... Często tak myślę, bo tak jest, ciężko, smutno!!! Wymyśliłam sobie, że założę sobie blog bo to takie modne teraz. Może poprawi to moją samoocenę, że jednak nie jestem taka bezradna i bezużyteczna. Będę sobie tu pisać o mnie i moim życiu i będę szczera, tak naprawdę szczera... bo przecież nikt nie wie co ukrywam przed całym światem... przed mężem, dziećmi, rodziną, przyjaciółmi... myślę, że nikt nie domyśla się jak wygląda moje życie gdy zamykam się w czterech ścianach mojego mieszkania. Nikt nie widzi butelki wódki schowanej w szafce w kuchni, butelki, która starcza mi na dwa "miłe" wieczory. Kiedyś starczyła na dłużej no ale taki chyba już los takich jak ja!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz